XXX

 Ciekawa i autorytatywna wiadomość od Krzysztofa Cugowskiego: Skaldowie, Budka Suflera i NoToCo (w pierwszym składzie) to były jedyne polskie zespoły mocnego uderzenia, których towarzystwa nie musiałby się wstydzić ani pan Łaszcz, ani pan Zagłoba.

XXX

 Z Konfucjusza:

„Człowiek mądry wie, co jest słuszne. Człowiek głupi wie, co się sprzeda”.  

Jeżeli polityk postępuje zgodnie z sensem zdania pierwszego, to pragnie i szuka dla swojego narodu: prawdy, wielkości i siły.  

Polityk, którego los oddaje sens zdania drugiego, musi manipulować swym narodem, by mu wcisnąć tandetę, bo tylko taki tani towar – ma na zbyciu.

 

 

Maski zawałowe

W fachowej literaturze medycznej dobrze znany jest termin: maski zawałowe.

Okazuje się, że zbliżający się zawał może perfidnie maskować swe nieuchronne nadejście objawami, niemającymi pozornie nic wspólnego z groźną chorobą serca: bólami szczęki górnej i dolnej, bólami – niby – reumatycznymi, nudnościami, wymiotami…

Czyż nie może być tak, że ustawiczne ostatnio porażki i klęski przedstawicieli naszych gier zespołowych: piłkarzy – ręcznych i nożnych, tych reprezentacyjnych i klubowych, koszykarzy… są maskami zawałowymi rządu Donalda Tuska?

 

 

Z mądrości Talmudu

Reiner Maria Rilke: „Nie potrafił już marzyć: cała jego przyszłość minęła”.

Ksiądz Jan Twardowski: „Warzywa”

                     Ważniejsze nieraz od tego

                     o czym po cichu marzysz

                     czyszczenie mycie

                     obieranie warzyw.

Wymyślony Tusk Warzechy

Komentator dziennika „Fakt”, Łukasz Warzecha w lidzie, opublikowanego na łamach polskiego tygodnika „w SIECI”, artykułu „Zmęczeni zmęczonym Tuskiem” stawia tezę: „Jeśli kiedyś powstanie wnikliwa biografia obecnego premiera, być może jej autor zauważy, że lidera PO zgubił całkowity brak celu”.
           Tym sposobem Łukasz Warzecha dołącza do chóru dziennikarzy i polityków, którzy problem sześcioletnich dokonań ekipy PO – PSL wywodzą z domniemanych cech osobowych premiera Tuska i jego współpracowników: braku woli, niefrasobliwości, lenistwa, a ocenę wielu poczynań rządu lokują gdzieś pomiędzy błędem i grzechem zaniechania. Warzecha dorzuca swoje: brak celu.
            Zarzut Warzechy wobec Tuska uważam za chybiony, oszczerczy i głęboko niesprawiedliwy. Po i wobec katastrofy smoleńskiej – prowadzenie polityki uwłaczającej godności i obniżającej prestiż Polski w świecie. Rezygnacja z jednoczycielskiej i przywódczej roli Polski wśród państw Europy Środkowo – Wschodniej – poprzedzona publicznymi, hołdowniczymi deklaracjami serwilizmu wobec Niemiec i programowo praktykowana uległość wobec Rosji. Reforma emerytalna, przedłużająca wiek pracy Polaków do 67. roku życia. Ciągle ponawiane próby reformy objęcia nauczaniem szkolnym  – 6. latków. Budowa autostrad, jako sposób na zniszczenie polskich firm budowlanych. Rujnacja samorządów poprzez dokładanie zadań i odejmowanie środków. Rezygnacja, także podczas polskiej prezydencji, ze starań o zrównanie dopłat bezpośrednich dla polskich rolników do poziomu dopłat znacznie wyżej dotowanych rolników z innych państw Unii Europejskiej. Bezustannie ponawiane próby wprowadzenia do Polski  – tylnymi drzwiami – GMO; prowadzące do utraty przez polskie rolnictwo, konkurencyjności na europejskich i światowych rynkach. Likwidacja polskiego przemysłu stoczniowego na rzecz prosperity stoczni – głównie – w Niemczech i Francji. Reforma edukacyjna – Hall, Szumilas – redukująca przewagę intelektu i wiedzy polskiej młodzieży nad równolatkami z innych państw UE. Niszczenie potencjału polskich małych i średnich przedsiębiorstw poprzez aplikowanie fatalnych dlań rozwiązań prawnych: sądowego nakazu płatniczego, prawa patentowego, prawa zamówień publicznych. Antytożsamościowa – w odniesieniu do polskiej historii i tradycji narodowej – polityka edukacyjna, kulturalna, historyczna. Deprecjacyjna strategia wobec autorytetu i roli Kościoła w życiu publicznym Rzeczypospolitej Polskiej; wspieranie środowisk ideologicznych, otwarcie zwalczających obecność katolików i wartości katolickich w polskiej przestrzeni publicznej.
           Ta lista  – zadań politycznych, podjętych i przeprowadzonych sprzecznie z polskim interesem narodowym przez ekipę Donalda Tuska – jest znacznie dłuższa, i przez to, i przez jej gatunkowy ciężar: prawdziwie imponująca.
I dałoż by się to wszystko skutecznie zrealizować (a przecież się udało!) bez jasno wytyczonego, konkretnego, precyzyjnego celu? Bez idących w ślad za tym celem działań  – kompleksowych, nieprzypadkowych, starannie obmyślonych – wymagających często długich i żmudnych przygotowań; przy tym: determinacji, bezwzględności i piarowskiej, oszukańczej sprawności?
            Przyznajmy zatem; to był i jest: wielki, osobisty sukces premiera Tuska i – nie mam co do tego żadnych wątpliwości – patrząc na wyraz jego oczu i twarzy z kilku czy kilkunastu metrów, na sejmowej sali, podczas decydujących, zwycięskich przeforsowań jego projektów – także jego wielka, osobista satysfakcja.
Tusk triumfator – Tusk udowadniający wobec całego świata, że „w tym kraju”,  z tym narodem może zrobić wszystko.
            Dlatego problemem Polski nie jest Tusk podejmujący błędne decyzje, niefrasobliwy, leniwy, drażniący brakiem politycznej woli i celu. Bo takiego Tuska nie ma.     Jest natomiast Tusk: zdeterminowany, bezwzględny i skuteczny w realizacji celów sprzecznych z polską racją stanu i polskim interesem narodowym. I ten Tusk – rzeczywisty, działający celowo i skutecznie – jest zagrożeniem dla Polski, a nie ten, którego próbuje, jako polityka pozbawionego celu działania, opisać Łukasz Warzecha. Tusk Warzechy po pierwsze, nie istnieje; po drugie, gdyby nawet istniał, zostałby odwołany i przestałby rządzić w połowie swej pierwszej kadencji.
            W artykule Łukasza Warzechy, bardziej znamienny i ważniejszy od jego treści jest  jego kontekst. Warzecha w swym pisaniu nie jest sam. Podobnie myśli, mówi, pisze – wielu innych: dziennikarzy, polityków; szczerze patriotycznych, konserwatywnych, prawicowych… Oni wszyscy, w kółko i na okrągło, zarzucają ekipie Tuska: błędy, grzechy zaniechania, niefrasobliwości, niepowagę, lenistwo, atrofię woli i brak celu. Brzmi groźnie, ale jakby zastępczo: jednak pomniejsza skalę tego co się z Polską stało w ostatnich latach; jakby mimowolnie oswaja nas z rzeczywistością i być może nawet uspokaja sumienia i obniża nasze wymagania wobec samych siebie i to w chwili przełomowej w naszych dziejach, gdy nie pozostaje już nic innego, jak ratowanie podstaw bytu Ojczyzny. Czy boimy się, czy też z innych powodów nie chcemy przyjąć do świadomości, że w naszych czasach i na naszych oczach dzieje się z Polską coś strasznego i – nie daj Boże – nieodwracalnego?
          Nie chcę nazywać tego ani strachem, ani schizofrenią. Ale ta boleśnie odczuwana sytuacja wśród polskich patriotów – pewnej ambiwalencji postaw – jest faktem.
Dowiedli tego również redaktorzy tygodnika „w SIECI”, Jacek i Michał Karnowscy, publikując w tym samym, co przywoływany artykuł Warzechy, numerze pisma, swój wywiad z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem,  pod znamiennym tytułem: „Każdy z nas może stać się żołnierzem Rzeczypospolitej”.
          Na jedno z pytań braci Karnowskich Jarosław Marek Rymkiewicz odpowiada tak: „Przekonanie, ze zwierzęce skłonności naszych sąsiadów należą do przeszłości, jest błędne. Polak, który zrezygnuje ze swej polskości i przestanie być Polakiem, nie stanie się, jak to mu się teraz obłudnie wmawia, kimś lepszym, jakimś kandydatem na Europejczyka – przeciwnie, zostanie czyimś niewolnikiem. Aby do tego doprowadzić, aby wymusić rezygnację z polskości i zmienić Polaków w plemię niewolników, kiedyś zakładano obozy koncentracyjne i przeprowadzano uliczne egzekucje, dzisiaj, ponieważ w Europie na razie nie może być wojen, używa się w tym celu przemocy edukacyjnej oraz medialnej. To jest słabsze niż przemoc fizyczna, ale też skutkuje. Trzeba także pamiętać, ze ta stopniowa likwidacja polskości, z którą mamy teraz do czynienia, to nie jest tutejszy pomysł. To jest wymyślone gdzie indziej, a realizowane tutaj przez Polaków, którzy gardzą Polską, nie chcą być Polakami – i pewnie już nie są”. W innym miejscu wywiadu JMR tak pointuje swą myśl: „I oto w tym wszystkim, w tej wściekłej i rozwścieczonej antypolskiej propagandzie, właśnie chodzi – żeby Polacy wyrzekli się samych siebie i żeby w miejscu polskiego istnienia pozostała pustka”.  

          I z takiego punktu powinno startować  każde poważne i odpowiedzialne myślenie o przyszłości Ojczyzny – myślenie polskich patriotów AD 2013.

XXX

Jeden z projektodawców i ojców założycieli zjednoczonej Europy, francuski polityk, Jan Monnet: „My nie tworzymy koalicji państw, my jednoczymy ludzi”.  

           I już wiadomo, dlaczego wciąż poprawiany projekt Unii Europejskiej jest kolejną, nieudaną i groźną utopią w dziejach ludzkości.

 

Czy CLIO to buldożer

          Jedną z najbardziej charakterystycznych metod antypatriotycznej pedagogii koalicji rządzącej PO-PSL jest brutalne sondowanie, ile jeszcze można amputować drogą decyzji administracyjnych z obszaru narodowej tożsamości kolejnych jej segmentów, czy to w postaci kolejnej próby usunięcia historii z programów szkolnych – czemu przynajmniej w pewnym stopniu zapobiegli polscy patrioci, uczestnicy protestów głodowych w 2012 r. – czy też, jak to miało miejsce kilkanaście dni temu, poprzez wycięcie z narodowego kanonu lektur szkolnych kolejnych arcydzieł: ˝Konrada Wallenroda˝, ˝Pana Tadeusza˝, Trylogii.

           Że są to działania celowe, strategiczne, mające swe wielorakie, także obce, zewnętrzne uwarunkowania, niech posłużą za dowód dwa przykłady. Kiedy po 1990 r. na samym początku transformacji zaczęliśmy otrzymywać pewne fundusze europejskie, to w strukturze ich podziału pojawiła się od razu pewna charakterystyczna prawidłowość. Otóż na restrukturyzację wszystkich przedsiębiorstw przemysłowych w Polsce, hut: Katowice, Częstochowa, Sendzimira, wszystkich tych już dzisiaj legendarnych Cegielskich, Zamechów, Pafawagów, Ursusów i Stoczni, Zachód przeznaczył 50 mln ECU, a na reformę polskiej oświaty aż 70 mln ECU, pod dwoma wszakże warunkami. Pierwszy – drastyczne ograniczanie, rugowanie z programów nauczania przedmiotów humanistycznych: języka polskiego i literatury polskiej oraz historii. Warunek drugi – przygotowywanie kolejnych roczników polskiej młodzieży do jak najwcześniejszego osiągnięcia zdolności produkcyjnych i wejścia na rynek pracy. I dlatego nie dziwi, choć jest wyjątkowo perfidne, to, że tymi dotacjami dla polskiej oświaty nie interesowały się ministerstwa edukacji Niemiec, Francji czy Anglii, lecz Bank Światowy i inne banki kontrolowane przez największe potęgi Zachodu. Cel był jeden. Zlikwidować dotychczasową ewidentną przewagę intelektualną i osobowościową polskiej młodzieży nad równolatkami z państw Unii Europejskiej i przeznaczyć kolejne roczniki młodych Polaków na długie dekady do podrzędnej, niekierowniczej i nietwórczej roboty na rzecz prosperity niemieckiej Europy.
           Nic się pod tym względem nie zmieniło. Międzynarodowe ośrodki nadal trzymają poprzez ministerstwo deblistek: Hall – Szumilas pieczę nad polską oświatą. Jest taki ministerialny Instytut Badań Edukacyjnych, gorliwy i wyróżniający się uczestnik międzynarodowej struktury organizacyjnej pod nazwą CLIO. To nie sympatyczny francuski samochodzik, lecz prawdziwy buldożer przewracający do góry nogami polską oświatę. To właśnie eksperci rządowego Instytutu Badań Edukacyjnych z nadania i natchnienia ponadnarodowej kosmopolitycznej organizacji CLIO ordynują ministerstwu edukacji i premierowi Tuskowi m.in. taką dyrektywę i wykładnię, iż patriotyzm, interes narodowy, tożsamość narodowa nie mogą być jakąkolwiek wskazówką, jakimkolwiek paradygmatem nauki historii w szkołach.
          I to się cały czas dzieje, bo to tutaj właśnie bije jedno ze źródeł inspiracji i jednocześnie decyzji minister Szumilas i premiera Tuska o kolejnych rugach polskich arcydzieł literackich z polskich szkół. Ta ostatnia, dotycząca ˝Konrada Wallenroda˝, ˝Pana Tadeusza˝ i „Trylogii”, wywołała już gromkie larum polskich patriotów. Gremialnie w obronie polskiej kultury i tożsamości narodowej i w obronie swoich wychowanków wystąpili poloniści, nauczyciele języka polskiego i literatury polskiej, ze wszystkich typów szkół.
           Im zatem z szacunku, w nagrodę i dla wspomożenia ducha zadedykujmy piękny i mądry wiersz śp. Andrzeja Waligórskiego pod tytułem

˝List w sprawie polonistów˝.

Polonista to nie zawód, lecz hobby,
Polonistą być – nie życzę nikomu.
Polonista po godzinach nie dorobi,
Choćby zabrał robotę do domu.
Polonista nie wędruje po mieszkaniach,
Nie odzywa się wchodząc ze dworu:
- Bardzo ładnie rozbieram zdania,
Czy jest jakieś stare zdanie do rozbioru?
Choćby szukał, racji i pretekstów
I tak zawsze pozostanie na uboczu -
Mniej się ceni analizę tekstu
Od banalnej analizy moczu…
Cera blada, na portkach łaty,
Rozmaite braki w kondycji,
Oświeceniem nie oświecisz sobie chaty,
Pozytywizm nie poprawi twej pozycji.
Poloniście sterczą chude żebra
Jak sztachety mizernego płotu,
Gdy się jeden raz u Zuzi rozebrał,
To się składał z orzeczenia i z podmiotu.
A jak inny zleciał kiedyś z ławki,
Bo był gapa wyjątkowa i niezguła,
To zostały zeń cztery przydawki,
Dwa zaimki i partykuła…
Polonista, niepoprawny romantyk,
Nie największym się cieszy mirem,
Ale ja mu – laury i akanty,
Ale ja mu – kadzidło i mirrę!
Ale ja go całuję w ramię,
Ale ja go podziwiam i cenię,
A ty przed nim na kolana, chamie,
Cały w złocie i volkswagenie!
Bo jeżeli jesteś i ja jestem,
To dlatego, że stojący na warcie
Polonista znużonym gestem
Kartki książek wertował uparcie
Za kajzera i za Hitlera,
I za cara, i za innych carów paru,
I dlatego właśnie nie umiera
Coś ważnego, co nazywa się Naród.
Więc zamieszczam na końcu listu
Ja, satyryk, błazen i ladaco,
Zdanie proste: – Kocham polonistów!
Rozwinięcie zdania: -
… bo jest za co!

ZBIR

       Ostatnia decyzja koalicji rządowej PO-PSL o obcięciu tegorocznego budżetu polskiej armii o ponad 3 mld zł jest nie tylko ciosem w polskie Siły Zbrojne, ich wartość i gotowość bojową, ale przede wszystkim doniosłym aktem o wymiarze geopolitycznym i jednocześnie aktem o charakterze kapitulanckim. Jakże inaczej niż jako wyraz lęku i ustępliwości polskich władz wobec Rosji należy rozumieć decyzję o drastycznym obniżeniu tegorocznych inwestycji na rzecz polskiego wojska, i to właśnie na kilka tygodni przed planowanymi tuż za naszą wschodnią granicą manewrami połączonych sił zbrojnych ZBiR-u, Związku Białorusi i Rosji, Zapad 2013, podczas których jednym z ćwiczonych wariantów będzie prewencyjne uderzenie atomowe na Warszawę?

       Pamiętamy przecież, że już w 2009 r. w rejonie Królewca i na Polesiu miały miejsce wspólne manewry ZBiR-u – największe, jakie Rosja przeprowadziła u wschodniej granicy NATO od zakończenia zimnej wojny, manewry Zapad 2009, obejmujące symulowany atak nuklearny na Polskę, połączony ze stłumieniem powstania mniejszości polskiej na Grodzieńszczyźnie.

       A dzisiaj, tuż przed manewrami ZBiR-u Zapad 2013, polski rząd obcina wydatki na polskie wojsko, dając kolejny charakterystyczny w przypadku tandemu Tusk-Sikorski sygnał niedrażnienia i ustępliwości wobec Rosji, tym samym obniżając status naszej determinacji i wiarygodności wobec NATO i Stanów Zjednoczonych.

       To tylko pogłębia zagrożenie Polski i choć nie jest to sytuacja do śmiechu, to ? rebours przywodzi to na myśl absurd propagandowej przyśpiewki Jana Brzechwy z czasów jego służby stalinowskiej paranoi – zbrodni i grozy, ˝Koreańskiej piosenki˝, która na użytek komentarza skutków decyzji rządu o obcięciu budżetu polskiego wojska w nieodległych parafrazach brzmi tak:

    ˝Jedzie z Biłgoraja

    Piętnastu żołnierzy

    Na armię ZBiR-u

    Wojsko to uderzy˝

    (…)

    ˝Dziesięć czołgów z demobilu

    wystarczy na armię ZBiR-u˝

    (…)

    ˝Nasz lotnik o nich śni:

    Od stodoły drzwi.

    Lecą jak jaskółki

    Na ZBiR-u przyczółki˝

    (…)

    ˝Putina wojacy

    Już nie tacy – jacy

    Uciekają w trwodze

    Gubiąc sprzęt po drodze˝.