Czeka nas… polska droga

 

Po ostatnim, piątkowym głosowaniu w Sejmie nad wyborem wicemarszałka, dwóch zadzierżystych posłów z zaprzyjaźnionego i zżytego ze mną klubu Prawa i Sprawiedliwości wykrzykiwało nazwisko Marszałka Sejmu i moje, ku wyraźnej uciesze i satysfakcji Czarzastego oraz jego adherentów.

Napomknę tylko „nieśmiele”, iż, gdyby (nasz!) pisowski upór sprzed trzech lat zastąpić wówczas racjonalną i przyszłościową kandydaturą któregoś z (naszych!) trzydziestolatków, to mielibyśmy bardzo istotny, polityczny uzysk: ważną na przyszłość kartę w grze, a także niwelację oraz przykrycie tzw. „efektu Bosaka”.

Największą szkodą, jaka – z tego wszystkiego – na dzisiaj powstała, jest harmider wywołany wewnątrz koalicji partii prawicowych sposobiących się do wspólnego udziału w wyborach parlamentarnych – z namaszczeniem patronatu Pana Prezydenta Karola Nawrockiego.

W tym miejscu przypomniała mi się pewna leciwa anegdota, sprzed 70. lat, kiedy to Gomułka składał pierwszą – po swym objęciu władzy w Warszawie – wizytę w Moskwie – samemu Chruszczowowi. Przez pierwsze cztery godziny „spotkania” – gospodarz Kremla – wył i lżył Gomułkę, nie dopuszczając go do głosu. Chruszczow oceniał sytuację w Polsce jako antysocjalistyczny przewrót, nad którym nikt nie panuje, a już na pewno: nie polscy komuniści. Zagrożona budowa socjalizmu i przyjaźń polsko-radziecka… Anarchia… Po wysłuchaniu czterogodzinnego werdyktu – wyroku Chruszczowa – Gomułka przemówił: „Towarzyszu Chruszczow – jest znacznie gorzej od tego, co Wy przedstawiliście… Nie zdajecie sobie sprawy, jak tragiczna jest sytuacja w Polsce…”

Ciąg dalszy znamy. Gomułka wrócił do Warszawy. „Październikowe nadzieje” zostały w dużej mierze zdławione i zarzucone. A jednak Polska była już inna – po… Ślubach Jasnogórskich, 26 sierpnia 1956 roku…

Dzisiaj – równie zdeterminowani jak 70 lat temu – powinniśmy szukać ratunku w radykalnej zmianie sytuacji i próbie podyktowania choćby części własnych warunków. Dlatego przypomniałem rok 1956 – w całej jego złożoności i dramatyzmie. Obecnie jest bardzo podobnie. Groza sytuacji jest znacznie poważniejsza, niż ją opisują wszystkie zacne, patriotyczne dzienniki, tygodniki, miesięczniki, kwartalniki i inne telewizje…

W 1956 roku rozstrzygały się losy naszej suwerenności. Brutalne, fizyczne zagrożenie było realne, namacalne! Dzisiaj jest podobnie. W 1956 roku Chruszczow dysponował potęgą swego sowieckiego imperium i kajdanami swego totalitarnego systemu.

Na koniec: tout proportion. Nie wycofuję się z zapoczątkowanej narracji, lecz proponuję przyjęcie adekwatnych proporcji.

Niemcy – bo przecież tak naprawdę to o nich jest cały czas tutaj mowa – mają podobny schemat działania jak Sowiety. Dysponują własnym państwem o ewidentnie imperialnych zakusach i – jednocześnie – wianuszkiem państw coraz bardziej podporządkowanych niemieckim interesom. Paralele idą tutaj zresztą znacznie dalej. Sowieci mieli w każdym, podległym sobie systemowo kraju – swoją partię zewnętrzną, z rozległym zapleczem. Dzisiaj w Polsce – za przyczyną Nieniec – mamy to samo: ostentacyjnie hodowaną partię zewnętrzną – Koalicję Obywatelską – wraz ze zhołdowanymi przyległościami.

Podobieństwa – ciągle można snuć dalej. Pamiętajmy, że ile razy sowiecka Rosja straszyła nas interwencją, zawsze pierwsi, na ochotnika, zgłaszali się i szczerzyli zęby: enerdowscy Niemcy. Dzisiaj, tuż za plecami, mamy za Odrą następne pokolenie zapatrzonych w Rosję „enerdowców” – tym razem z AfD.

Dlatego, jako polskie państwo i polski naród, musimy wykonać podobny manewr jak w 1956 roku. Nie możemy przecież nagle zerwać relacji z dzisiejszą „centralą”, czyli Niemcami, ani radykalnie odcinać się od dzisiejszych „demoludów”, czyli Unii Europejskiej. Musimy natomiast, bo możemy, pójść „na odcinku centrali i demoludów” – drogą poluzowania zależności, czyli po prostu: polską drogą. Punktem wyjścia jest ocalenie tego, co o Polakach i Polsce stanowi, co jest naszą własnością i skarbem: polska tożsamość, inność i osobność, także nasza, polska – na własne potrzeby skrojona i realizowana – geopolityka!

Jak wejść na tę drogę i twardo oraz skutecznie się po niej poruszać? Odpowiedź jest jedna! Po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych do pana Prezydenta Karola Nawrockiego musi dołączyć – na swoim rządowym, premierowskim podwórku – właściwy partner: nieskazitelny polski patriota i adekwatnie do swoich powinności i atrybutów – ambitny i skuteczny wizjoner.

SZYMON GIŻYŃSKI