„Coś” kontra „Nic”. Pułapki profesora Wielomskiego

 

Profesor Adam Wielomski w bezkompromisowym tekście, anonsowanym przez redakcję „Do Rzeczy” („Imperium trójmorskie”; 24-30 sierpnia 2026), jako materiał „o niedorzeczności PiS-owskiej koncepcji Trójmorza” – cytuje pewnego, leciwego, zatęchłego, pruskiego konserwatystę; rygorystycznego przedstawiciela niemieckiej Machtpolitik: „Cokolwiek byśmy mówili, to pomiędzy Berlinem a Moskwą nic nie ma i wszystkie problemy Europy wschodniej są załatwiane między Niemcami a Rosją”.

Swój brawurowy tekst – poświęcony głównie piętnowaniu „trójmorskich miraży PiS-u” – kończy profesor Wielomski akapitem, opatrzonym znamiennym tytułem „Niemieckie Trójmorze”. A w samym zakończeniu tekstu powtarza obsesyjnie: „Pomiędzy Berlinem a Moskwą nic nie ma. Dlatego nasi sojusznicy to albo Berlin albo Moskwa (a za nią Pekin), albo nie będziemy mieli żadnego”.

Jestem wdzięczny Panu profesorowi Adamowi Wielomskiemu – nie za tekst „Imperium trójmorskie”, bo się z jego tezami nie zgadzam i uważam je dla Polski za szkodliwe. Jestem wdzięczny – przyznaję – dość przewrotnie – za ten cudowny, profetyczny bon mot: „Pomiędzy Berlinem a Moskwą nic nie ma”. Cóż on bowiem tak naprawdę stanowi? Otóż to, że pomiędzy Rosją i Niemcami jest pustka, próżnia… Czyli, otwarta przestrzeń dla geopolitycznych kreacji. Trwająca od czterech lat wojna na Ukrainie diametralnie zmieniła reguły uprawiania globalnej polityki – z determinizmu geograficznego sąsiedztwa na światowe teatrum uprawiania geopolityki: w całkowicie indeterministycznej aurze. Wystarczy za dowód tego – przecież już utrwalonego – stanu rzeczy podać reguły komunikacji geopolitycznej państw BRICS, położonych: każde na innej półkuli ziemskiej. Inny przykład: ekspresja państw Globalnego Południa.

Dlatego tak wielką nadzieją napawa konstatacja, iż między Niemcami a Rosją „nic nie ma”. Kto zatem ma się zająć geopolitycznym zagospodarowaniem tego nieszczęsnego pustostanu, jak nie właściciel i dysponent tych ziem, którym jest państwo polskie? Nie wchodzą w grę: Niemcy i Rosja – zawsze wobec Polski – najeźdźcy, okupanci, grabieżcy; w najlepszym razie: w mieszanej formule dominatorzy: jak Rosja za PRL-u, czy Niemcy – władczy dysponenci Unii Europejskiej, zarządzający jej aktywami – opresyjnymi wobec Polski.

Realia nowej, indeterministycznej, globalnej geopolityki – same narzucają Polsce wybór. Jest oczywiste, iż sprawa „nic” między Niemcami a Rosją może być procedowana tylko w gronie kompletu światowych mocarstw: USA, Chin, Rosji. Szczególna – inicjatywna i władcza – rola musi przypaść USA i Chinom.

Skoro profesor Wielomski obwieścił koniec trójmorskich mrzonek, to trzeba to wziąć za pewnik. To przeklęte „nic” między Rosją i Niemcami – na dzisiaj – grozi wybuchem kolejnej, światowej wojny. Niemcy już to zapowiadają – hasłem linii Wisły: prowokując do wspólnego trzymania na niej warty, razem z Rosją. A może to nie prowokacja, lecz już zaawansowana ustawka…

Chiny i USA muszą zareagować, bo jest to w ich egzystencjalnym interesie. Przez terytorium Polski powinna przebiegać linia: kolejowa i autostradowa, łącząca Bałtyk (Gdynia!) z portami Morza Czarnego i Adriatyku, gwarantująca obsługę geostrategiczno-gospodarczych interesów Stanów Zjednoczonych – w tej super ważnej części świata.

W tym samym – czyli jak najbliższym – czasie musi być postanowiona i realizowana druga linia – kolejowa i drogowa – biegnąca przez terytorium Polski, łącząca Chiny ze wschodnim wybrzeżem Atlantyku (Lizbona).

Obie linie – o strategicznym, globalnym znaczeniu – będą zatem przebiegać przez terytorium Polski, czyniąc z obszaru naszego państwa – najbezpieczniejsze miejsce na świecie. Pytam, à propos cytowanych rewelacji profesora Wielomskiego: czy to takie nic…?

SZYMON GIŻYŃSKI