Raport

 

Częstochowski Teatr im. Adama Mickiewicza nie jest wolny od schlebiania gustom swej wiernej publiczności. Co jakiś czas, ten nieubłagany trend daje o sobie znać… Choćby w inscenizacji „Tanga” Mrożka, gdy aktor Waldemar Cudzik, ucieleśniający postać Edka, nagle wbiegł między widzów, przebrany w rękawice bokserskie, czerwone spodenki i biały podkoszulek. Domyślna częstochowska publiczność aluzję pojęła i pomysłowość inscenizatora oraz gorliwość wykonawcy skeczu – nagrodziła należnymi wyrazami rozbawienia.

Wieczorem zadzwoniłem do znajomej radnej, polonistki, by rozwiać moje pospektaklowe perseweracje. Radna poradziła mi, bym wyzbył się wszelkich podejrzeń i pozwolił artystom realizować – przynależną im wolność artystycznych poszukiwań, co, jako żywo, przypomniało mi niegdysiejszy manifest artystyczny posła Krzysztofa Mieszkowskiego, wyrzekającego na posiedzeniu sejmowej Komisji Kultury swoje znamienne credo: „wolność w sztuce ma charakter totalny”. Na takie podwójne, spójne dictum machnąłem ręką i zrezygnowałem z napisania pospektaklowej recenzji.

Ale: od rzemyczka do koniczka… Już inscenizacja „Medei” Eurypidesa, w częstochowskim teatrze, dowodnie wykazała, iż realizatorom udało się, tym razem, bezdyskusyjnie przemacerować klasyczny tekst na chałę specjalnego przeznaczenia, aranżującą pełnoskalową – z perfidią i dbałością o każdy możliwy do uzyskania sceniczny efekt – profesjonalnie przygotowaną, antypolską prowokację.

Z maniery antypolskiego spektaklu próbowali się wyłamać uczestniczący w nim – polscy aktorzy. Grali drętwo, przypominając kawałki wysuszonego drewna.

Natomiast – specjalnie wynajęta do roli – Ukrainka – „wrzucona” w „Medeę” wykonała swą robotę pedantycznie i zarazem z pasją. Cedzoną przez zęby polszczyzną prawiła tyrady przeciw Polsce i Polakom, szkalujące nasze dobre imię, szlachetne intencje i bezinteresowność.

Po spektaklu, siedzieliśmy z żoną – wbici w fotele, podczas gdy cała, pozostała częstochowska publiczność fetowała, na stojąco, sprawców widowiska. Opuściliśmy swe miejsca, gdy sala już opustoszała. Pożegnaliśmy się z panią szatniarką, która odczytała nasz nastrój i dodała nam solidarnie otuchy. Bardzo mnie to ucieszyło, bo przypomniał mi się bon mot Konstantego Stanisławskiego: „teatr zaczyna się od szatni”.

Po powrocie do domu nie zadzwoniłem już do znajomej radnej, z prośbą o opinię. Nie była mi potrzebna. Ze spektaklu „Medea” nie napisałem recenzji, tylko raport.

SZYMON GIŻYŃSKI

 

Fot. Odtwórczyni roli Medei, ukraińska aktorka Hanna Novak, w czarno-czerwonej kreacji – odpowiadającej barwom flag zwolenników Stefana Bandery

Skan z Facebooka Magdaleny Woch