Dla geopolityki polskiej, posiadającej ambicję pracować na rzecz dobra polskiego państwa i narodu – punkt wyjścia stanowią dwa współczesne doświadczenia o globalnym znaczeniu.
Po pierwsze – skończył swój żywot świat hegemonicznie – jednobiegunowy; świat proklamowany przez Fukuyamę, Obamę, czy Bidena. Ten świat uwierał: paradoksalnie dlatego, że był nierzeczywisty, że stanowił uzurpatorską fikcję.
Po drugie, zmienił się paradygmat uprawiania geopolityki z geopolityki uwarunkowań na geopolitykę szans. Przestał obowiązywać dogmat determinizmu geograficznego sąsiedztwa. Zastąpiony myśleniem indeterministycznym, tak wyraziście obecnym przy konstruowaniu BRICS-u, gdzie każdy z jego państwowych komponentów leży na innej półkuli ziemskiej.
Z możliwości kreacyjnej współczesnej geopolityki korzysta, na przykład, przewodnicząca UE – Ursula von der Leyen – proponując Putinowi – na zgromadzeniu GLOBSEC 2024 – współpracę przy umiejscowieniu Polski na mapie Europy. W swym programowym przemówieniu przewodnicząca UE trzy razy wymieniła Polskę; za każdym zaś: plasowała nasz kraj gdzie indziej. Raz byliśmy w Europie Środkowej, za chwilę w Środkowo-Wschodniej, by wylądować na koniec w Europie Wschodniej.
Czyż to nie było mrugnięcie oczkiem do Putina: Ach, drogi Wołodia… Przecież to my razem – Niemcy i Rosja – powinniśmy decydować o spozycjonowaniu i losie Polski!
O tym, jak Polska może na to odpowiedzieć – w moim następnym felietonie na łamach „Gazety Częstochowskiej”.
Polska musi zacząć praktykować – jako regularny beneficjent geopolityki szans!
