OSTRY DYŻUR. Gdzie leżymy, tam leżymy…

 

Unia Europejska to dziurawa szalupa. Ledwie płynie. Nabiera wody.

Niemiecki kapitanat Unii Europejskiej na dwa wyjścia. Albo nieporęcznych wyrzucić za burtę, ale ci – jakimś fartem – mogą gdzieś dopłynąć. Albo zmusić delikwentów, by zostali; zagłodzić ich, by nie byli zbytnim balastem, a po przybiciu do portu – zneutralizować.

Taki jest kurs niemieckiego kapitanatu: Ursuli von der Leyen i Friedricha Merza – wobec Polski. Żeby ocaleć – choć wygłodzeni i osłabieni – musimy wywołać bunt na pokładzie.

W przeciwnym razie – unijna szalupa po dotarciu do portu Danzing – zacznie się przepychać do drugiego końca kanału, zwanego rzeką Wisłą – w nowych warunkach – oddzielającego Niemcy od Rosji.

Przecież – dokładnie w tej sprawie – Ursula von der Leyen dała Putinowi jasny sygnał podczas GLOBSEC Forum 2024. Określiła wówczas Polskę jako terytorium leżące – do wyboru – w Europie Środkowej albo w Europie Środkowo-Wschodniej lub wprost: w Europie Wschodniej.

Tym sposobem, Ursula wysłała Władimirowi zaproszenie i kuszącą ofertę: będzie tak, jak razem postanowimy – My: Niemcy i Rosja.

SZYMON GIŻYŃSKI