OSTRY DYŻUR. Raz poker… raz brydż…

Największą dotychczasową zdobyczą II prezydenckiej kadencji Donalda Trumpa jest powrót do dwubiegunowego, globalnego światowego porządku, któremu przewodzą Stany Zjednoczone i Chiny.

Jednakowoż globalny porządek, czyli mówiąc wprost: światowy pokój wymaga subtelniejszej, bardziej wyrafinowanej gry. Potrzebni są w tym celu starannie dobrani i uzgodnieni partnerzy; w pierwszym rzędzie – powinny to być: Rosja i Indie.

Co łączy tę Wielką Czwórkę – USA, Chiny, Rosję i Indie? To, że są mocarstwami nuklearnymi i definiują same siebie jako światowe cywilizacje.

Świat za czasów prezydentur Obamy i Bidena – z narracją o USA jako jedynym, ostałym się mocarstwie, z jego sankcją jedynowładztwa – bowiem Historia się skończyła – okazał się geopolitycznie groźną, ale na szczęście: ułudą i fikcją.

Czy ten, wskazany czworokąt odpowiedzialności za światowy pokój i porządek – USA, Chiny, Rosja, Indie – wystarczy, by podołać temu zadaniu? Niech za odpowiedź posłuży sparafrazowany fragment dramatu Jerzego Pomianowskiego „Sodoma i Odessa”: „Wielki świat, lecz ciasny. Dla: dwojga – trojga – czworga – w sam raz. Lecz niech więcej nie wchodzi tu nikt. Jedno cudze spojrzenie już spłowiał, już zbladł, jedno cudze dotknięcie – już znikł.”

Jaką zatem metodą powinny się posłużyć – wielekroć tu wymieniane – mocarstwa, by sprostać odpowiedzialności za trwałość światowego bezpieczeństwa? Skorzystajmy zatem jeszcze z dobrodziejstwa służebnych metafor.

Niechaj Wielka Dwójka – USA i Chiny – poćwiczy trochę – takiej jej prawo – w pokera. Ale już – w składzie Wielkiej Czwórki – razem z Rosją i Indiami – obowiązkową grą niech będzie brydż. Pamiętajmy źródłosłów: bridge, znaczy most.

POSEŁ SZYMON GIŻYŃSKI