Miesięczne archiwum: Styczeń 2014

No i wynaleźli

Publicysta i producent filmowy, Maciej Pawlicki zamieścił w tygodniku „w SIECI” (23.09.2013r.)- charakterystyczny dla linii tego tytułu- tekst: „Wyzwoliciel z polskości”, w którym, z nieomylnością erudyty, podaje liczne przykłady – tudzież celne komentarze i historyczne paralele – dewastacji państwa polskiego, pod rządami ekipy premiera Donalda Tuska, w ostatnich sześciu latach.
      Autor pędzi brawurowo przez wszystkie kolejne stacje drogi krzyżowej narodu z Tuskiem, po czym, nagle, z przeraźliwym piskiem hamulców, zatrzymuje swój wehikuł nieubłaganych zarzutów – w szczerym polu. Dlaczego tak Pawlicki czyni? Nie wiem. A czemu nie wiem? Bo Pawlicki na pytanie: „Czy Tusk jest zdrajcą?”, które sam sobie stawia w konkluzji swego artykułu, odpowiada: „Tego nie wiemy”.
Paradoks polega na tym, iż wyręczyć Pawlickiego w odpowiedzi może każdy uważny czytelnik artykułu „Wyzwoliciel z polskości”, zwłaszcza, na przykład, takiego jego fragmentu: „Tusk i jego ekipa sprawiają wrażenie, jakby za swą strategię przyjęli zasadę księcia Bogusława, by chorej Rzeczypospolitej wyrządzić przysługę wyrwania poduszki spod głowy”, lub innego, nieco dłuższego fragmentu: „Tusk i jego propagandyści, po raz pierwszy w polskiej historii, zdołali tak skutecznie wymieszać wirusa nienawiści z wirusem nieodpowiedzialności. Dotąd bowiem polscy zdrajcy pryncypialnie zasłaniali się swoiście pojmowanym dobrem ojczyzny. Dokonywali, ich zdaniem, wyboru mniejszego zła, ocalali Rzeczpospolitą przed anarchią, obcą interwencją albo rodzimą tyranią. Były to kłamstwa, mniej lub bardziej wiarygodne, ale jednak odwołujące się do rzekomego dobra wspólnoty, nie kwestionując sensu jej istnienia. Dopiero Donald Tusk wprowadził ze swą ekipą nowy model rządzenia państwem: rezygnacji z budowania państwa i wspólnoty na rzecz małości, egoizmu i niebycia”.
      Ostatni akapit tekstu Macieja Pawlickiego brzmi: „Rosyjscy i niemieccy władcy od 300 lat szukają Polaka, który najskuteczniej rozmontuje Polskę od wewnątrz. No i znaleźli”.
     Trzeba przyznać, że do końca zachował Pawlicki precyzję, zimną krew i ostrożność. Ach to: „No i znaleźli”…. Można bowiem znaleźć- także  przypadkiem- coś dla siebie  bardzo cennego i pożytecznego; najczęściej jednak jest to coś – z wyjątkiem zguby – co powstało bez naszego udziału. Gdyby zaś Pawlicki napisał: „No i wynaleźli” – wszystko byłoby jasne, bo dotyczyłoby kierowniczego sprawstwa obu wielkich wynalazców: współczesnych władców Rosji i Niemiec, którzy z wielką cierpliwością wypracowali wreszcie to, co chcieli. No i wskazywałoby palcem na zdrajców.