Dzienne archiwum: Lipiec 1, 2013

Żona stanu

Żona stanu
Podczas iwentu, podszywającego się pod spotkanie polskich niewiast, a zatytułowanego – na wyrost, z przesadą i w rezultacie: całkowicie fałszywie – V Kongres Kobiet, premier Donald Tusk przyrzekł zebranym aktywistkom, iż rząd weźmie się za prace nad eliminacją z podręczników szkolnych stereotypów płci, czyli, zapewne, w pierwszym rzędzie – za wyeliminowanie nazw, przypisanym jednoznacznie, a więc opresyjnie konkretnym pojęciom wziętym przede wszystkim z życia rodzinnego, jak: ojciec, matka czy – mąż, żona.
Światły i postępowy ten proceder może jednakowoż rzucić cień na – jak najbardziej zresztą – zasłużone, pełne zaufanie, jakim darzą polskiego szefa rządu, przywódcy Niemiec i Rosji.
Jak bowiem zdoła Donald Tusk wytłumaczyć Władimirowi Putinowi zmianę nazwy jego ulubionej lektury: „Matka” Gorkiego na „Opiekun numer dwa”, albo jak przekona Angelę Merkel do trawestacji tytułu utworu, jej ukochanego autora, Bertolda Brechta, na : „Opiekun numer dwa Courage i jego dzieci”.
Zaniepokojony tą zapowiedzią premiera Tuska poczuł się też zapewne prezydent Francji Franciszek Hollande, że mu minister Szumilas z dumą, przyśle polskie tłumaczenie – wreszcie poprawne i wolne od szowinizmu płci – „Opiekuna numer jeden Goriot” – Balzaka.
Zanim premier Tusk zawojuje swymi genderowymi odkryciami – Europę – powinien poćwiczyć na krajowym podwórku. A ma tu wiele do naprawy. Przede wszystkim spółkę: Tusk – Szumilas czeka operacja, dzięki przeprowadzeniu, której wszystkie najpoważniejsze posady w Brukseli i Sztrasburgu staną przed nimi otworem. A to za sprawą rewolucyjnej zamiany tytułu staromodnej ramoty Mickiewicza na „Powrót opiekuna numer 1”. Bo przy tym wysterylizowaniu ballady wieszcza Adama zamiana – na przykład – tytułu opowiadania Iwaszkiewicza i filmu Kawalerowicza na „Opiekun numer dwa Joanna od Aniołów” to: drobiażdżek.
Zachodzę też w głowę, jak to się mogło stać, że pan premier przegapił niedawną, jednogłośnie przyjętą, uchwałę sejmową – z okazji 220. rocznicy urodzin Aleksandra Fredry – i nie opatrzył jej stosownym aneksem, wyłączającym z obiegu dzieł naszego największego komediopisarza, obskuranckiego tytułu: „Mąż i żona”.
Z całą za to konsekwencją, oświatowe służby pana premiera powinny zachęcać do wykorzystywania poprawnościowego potencjału, jaki tkwi w tytule dramatu Gabrieli Zapolskiej „Ich czworo”.